strikexp pisze: ↑13 maja 2026, 12:50
No jasne, najlepiej przytulić dotację

A ziemniak, uj z nim
A żeś się uczepił tych dotacji. Przecież dotacji nie wymyślili rolnicy tylko urządnicy.
Wiesz po co? Żeby wyciągać kasę dla swoich.
Po pierwsze, każda dotacja to masa papierologii, warunków do spełniania.
Powstało masę urządów, instytutów, inspektorów itd.
To są tysiące miejsc pracy, opłacane z budżetu...
A kasa z dotacji idzie na maszyny, sprzęt i materiały budowlane - i znów na tym zarabiają firmy które produkują, dilerzy, ekipy i składy budowlane. Te pieniądze nie nie trafiają do kieszeni beneficjenta - on je tylko przekazuje dalej.
Fakt, jak dostanie dotację to kupi ciągnik czy wybuduje oborę - ale to nie jest tak, że dostaje to za darmo i może tylko korzystać.
Takie dotacje to często 50%, 70% a reszta to kredyt. I zostajesz z kilkoma milionami kredytu na 30 lat i kontrolami dziesiątek instytucji co rusz, czy na pewno spełniasz warunki dotacji.
Czy warto? Pewnie tak, skoro to robią to widocznie na tym jakoś wychodzą.
Ale nie wiem o co ten ból du** cały czas, ja im tych dotacji i kredytów nie zadzdroszczę ani trochę
Poza tym, dotacje masz wszędzie. Dostaj je firmy, instytuty, uczelnie, gminy, miasta, szkoły.
Cały czas z nich korzystasz, jedziesz autobusem czy tramwajem zakupionym z dotacji, korzystasz z urzędu czy systemu fundowanego z dotacji, jedziesz drogą ufundowaną z dotacji.
Co pradwa za to płacimy wszyscy cały czas, bo pieniądze magicznie się nie mnożą.
Makler pisze: ↑13 maja 2026, 17:02
Szkoda jednak, że sprowadzasz moje zdanie wyłącznie do „kasy i chciwości” – to spore uproszczenie.
Przecież sam o tym pisałeś:
Makler pisze: ↑13 maja 2026, 08:42
Prawda jest taka, że na wolnym rynku klient głosuje portfelem, a nie sentymentem.
.
.
Oczekiwanie, że przeciętny Polak będzie przepłacał za lokalny towar w imię „bezpieczeństwa żywnościowego”, to czysta abstrakcja – zwłaszcza w dobie ogólnej drożyzny.
.
.
Segment premium, o którym piszesz, to margines dla zamożnych z dużych miast. Masowy rynek i tak opiera się na cenie.
IMPULS3 pisze: ↑13 maja 2026, 13:20
natomiast wszelkie agencje rolnicze zamiast idiotycznych dopłat powinny wyznaczać co dane gospodarstwo w tym roku ma uprawiać.
Agencje rolnicze powstały po to, żeby wyciągać pieniądze dla tysięcy pracowników a nie po to, żeby usprawniać rolnictwo.
WZÓR pisze: ↑13 maja 2026, 18:11
Ma rację, że jeśli będziemy kupować u kogoś tylko dlatego, że to Polak czy sąsiad, ignorując kiepską jakość i wysoką cenę, to zrobimy mu krzywdę.
Ale tu nikt nie mówi o tym, żeby kupować lokalnie nawet jak jest gorszej jakkości.
Oczywiście, że trzeba patrzeć na jakość.
Tu chodzi o to, żeby nie patrzeć tylko na cenę (chodzi o tych, których stać na to - a stać prawie każdego patrząc po kolejkach w marketach i po tym co mają w wózkach) ale przede wszystkim na jakość i producenta.
Jeśli jakość jest taka sama lub lepsza po stronie lokalnego produktu w stosunku do importu to dlaczego nie wybrać lokalnego, nawet jeśli cena jest trochę wyższa? Jeśli dla kogoś cena jest ważniejsza niż jakość i lokalny patriotyzm pomimo, że nie jest finansowo biedny, to po prostu jest nieodpowiedzialny.
strikexp pisze: ↑13 maja 2026, 21:32
Mój stary wyjebywał szambo w ziemniaki, mniam, mniam, wszystkie szampony, proszki do prania, smar z mytych rąk a nawet odpady chemiczne powstałe w gospodarstwie domowym.
Cóż, genów nie oszukasz

To by tłumaczyło czemu jesteś tak oderwany od rzeczywistości.
Ale wyobraź sobie, że nie każdy jest taki "mądry" i szambo w ziemniaki to raczej tylko ewenementy wylewają.
Natomiast nie ma się co oburzać, że rolnik stosuje nawozy czy oprysk - bo bez tego nic nie urośnie.
Różnica jest taka, że mały rolnik stosuje dużo mniej tych środków i tylko te niezbędne - bo po prostu przy małej skali na więcej go nie stać.
Duże gospodarstwa/farmy prodkujące hurtowo na export, na markety ładują cały czas opryski, odżywki, antybiotyki - bo żaden owoc/warzywo/ziarno nie może się zmarnować - bo przy duzej skali i niskiej cenie liczy się maksymalny plon.
Przykładowo:
U mnie pod ziemniaki idzie obornik na jesień, na wiosnę trochę saletry i jeszcze tylko oprysk na stonkę, czasami na chwasty jak było więcej, teraz jak jest odrobina to się przeleci z motyką dla rozrywki i na chwasty nie trzeba

I to wszystko.
Nie pryskam na choroby, na robaki, na owady, na ładny wygląd itd

W efekcie ziemniaki są różne, brzydsze, ładniejsze, mniejsze większe, jak się uda.
Część idzie do jedzenia a część brzydszych(z wyglądu) sprzedawane na paszę dla zwierząt.
Ale jaki jest efekt? Tak smacznych ziemniaków nie kupisz w sklepie - chyba, że sklep kupuje właśnie od małego rolnika.
Myślisz, że mnie nie stać kupić sobie ziemniaka?

Przecież jest za półdarmo więc bez problemu taniej bym go kupił niż wychodzi mnie ta zabawa z ziemniakami

Ale takiego zmieniaka w sklepie nie kupię.
Teraz to nawet już nie sprzedaję, bo w takiej niskiej cenie to nie będę komuś łaski robił

Mam dla siebie, rozdaje po rodzinie - człowieku, miastowe z rodziny to tak się cieszą na taki worek ziemniaków jakbyś im niewiadomo co podarował
Kiedyś było tego więcej, nigdy nie było problemów ze sprzedażą detaliczną. Kto kupił, zawsze wracał następnego roku. Niektórzy nawet tego samego roku dzwonili żeby się na drugi rok "zapisać".
Może po prostu nie jadłeś nigdy dobrego jedzenia prosto od rolnika i dlatego nie doceniasz albo nie zauważasz różnicy między marketowym szlamem a dobrym produktem.
W sumie, skoro cię stary wychował na ziemniakach które rosły na szambie, nic dziwnego, że nie widzisz różnicy
