ktoś pisze:Od biedy destylujesz za pomocą biogazu
Finezja intelektualna.
Z pewnością są ludzie, którzy widząc problem nie piszą jak go rozwiązać ale zaczynają działać by zyskać.
ktoś pisze:Od biedy destylujesz za pomocą biogazu

Makler pisze:. Skoro polski ziemniak czy truskawka przegrywają z importem, to znaczy, że lokalny system produkcji i dystrybucji jest po prostu niewydolny.

Ta romantyczna wizja z panią Jadzią i panem Mirkiem fajnie brzmi na papierze, ale ekonomicznie kompletnie nie trzyma się kupy. Przekonanie, że kupowanie za granicą to „ubożenie narodu”, to czysty merkantylizm rodem z XVII wieku. Gospodarka to nie gra o sumie zerowej, gdzie jeden zyskuje tylko wtedy, gdy drugi traci. Wolny handel pozwala nam kupować taniej i lepiej, dzięki czemu ludziom zostaje w kieszeniach więcej kasy na inne rzeczy. I to te oszczędności napędzają polski rynek, a nie sztuczne przepłacanie za coś tylko dlatego, że ma nalepkę z flagą.Zresztą takie ślepe kupowanie „u swoich” na dłuższą metę robi krzywdę samym lokalnym producentom. Jeśli konsument kupuje coś tylko z patriotycznego obowiązku, to zdejmuje z rolnika czy rzemieślnika jakąkolwiek presję na rozwój, innowacje i pilnowanie kosztów. Zamiast silnej, konkurencyjnej gospodarki budujemy w ten sposób rynkowy skansen, który wyłoży się przy pierwszym lepszym kryzysie. Zachód stał się bogaty nie dlatego, że odcinał się od świata, ale dlatego, że postawił na nowoczesne technologie i globalną przewagę.No i zejdźmy na ziemię z tym mitem idealnej, czystej wsi, gdzie nikt niczym nie pryska. Duzi, profesjonalni producenci przechodzą rygorystyczne, regularne kontrole i muszą trzymać się ostrych norm unijnych. U małego, lokalnego gospodarza często kupuje się po prostu „wizerunek” i ładną opowieść, bo realnej kontroli nad tym, co i w jakiej ilości wlał w ziemię, nie ma tam żadnej. Patriotyzm gospodarczy ma sens wyłącznie wtedy, gdy polski produkt wygrywa jakością i ceną w uczciwej walce na rynku. Wszelkie próby moralnego szantażu, że trzeba wspierać lokalnych za wszelką cenę, to po prostu ukryty podatek, który płacimy wszyscy, żeby zarobiła garstka osób.forestgril pisze: ↑13 maja 2026, 11:13Makler pisze:. Skoro polski ziemniak czy truskawka przegrywają z importem, to znaczy, że lokalny system produkcji i dystrybucji jest po prostu niewydolny.
Powyższy komentarz dowodzi, że autor nie ma wystarczające zrozumienia komentarza, który komentuje. @drzasiek90 wyraźnie wspomniał na kwestię jakości, o której @Makler już zapomniał. Konsument - nie tylko "zamożny z miasta" (co też już jest stereotypem, bo mądrzy ludzie przenoszą się często na wieś) - może po prostu zdawać sobie sprawę ze zwykłych organoleptycznych porównań, że truskawka polska i ziemniak od rolnika, który nie pryska i nie nawozi byle czym, są smaczniejsze i zdrowsze. A czynnik patriotyczny u zamożniejszych i świadomych ludzi jest nie do przeceniania: dojrzałe rynki kreują segmenty premium w oparciu o różnorakie czynniki np: żywność "bio", ściema cieplarniana, niekrzywdzenie chińskich dzieci, sprawiedliwe kakao, czy samochody elektryczne z zasięgiem aż 200km (jak się ma lekką nogę). Z tych wszystkich akurat patriotyczny jest najrozsądniejszy, o czym Niemcy (ukłon w stronę @jasiu... , który o tym przecież wspominał) doskonale wiedzą: jeśli pieniądz kręci się w domu, czyli w narodzinie, to cała narodzina się bogaci, a wysyłanie go poza granice domu oznacza zubożenie całej narodziny. Mądre narodziny preferują zatem rynek wewnętrzny, to kwestia dojrzałości ekonomicznej właśnie. Jest to tym bardziej skuteczne, jeśli truskawki sprzedaje miła i znana wszystkim pani Jadzia, która zna rolnika Mirka, którego my też znamy - czyli im bardziej lokalnie tym lepiej, bo pan Mirek i pani Jadzia zarobią u nas pieniądze i odwiedzą nasz warsztat i zrobią u nas jakieś maszyny itp itd. I wtedy jeszcze te truskawki mają parę godzin od zbiorów do gęby, więc nie trzeba ich konserwować dodatkowo jakimiś chemikaliami w kontenerach, żeby przetrwały transport z bardzo daleka.
Takie proste rzeczy, ale tłumaczyć wciąż należy!

No jasne, najlepiej przytulić dotacjędrzasiek90 pisze: ↑13 maja 2026, 08:23A wszystkie są nierealne - jedne zupełnie nieopłacalne a inne niewykonalne albo trudno wykonalne.
Więc tak jakby jednak nie za bardzo jest co z tym ziemniakiem zrobić jeśli nie ma go gdzie sprzedać.
Nie ma go za dużo, można go przerobić na coś innego. Ale tu napotykamy mentalność chłopa na zasiłku. Który nie zamierza dokładać sobie pracy, bo nie jest przedsiębiorcą, tylko biorcą zasiłków/dotacji.drzasiek90 pisze: ↑13 maja 2026, 08:23Problemem nie jest to, że polskie ziemniaki są za drogie w produkcji albo jest ich za dużo.

strikexp pisze:Nie ma go za dużo, można go przerobić na coś innego. Ale tu napotykamy mentalność chłopa na zasiłku. Który nie zamierza dokładać sobie pracy, bo nie jest przedsiębiorcą, tylko biorcą zasiłków/dotacji.
strikexp pisze:Ale świat poszedł do przodu, na zachodzie zaczęto stosować wydajne rolnictwo.
strikexp pisze:Potem przyszli Prusacy, zbudowali kopalnie i przemysł

Dlatego ja z Tobą nie gadam, a tym bardziej nie współpracuję. Wolę ludzi którym się chce
Co ja tu będę Ciebie czytał, niech się wypowiedzą Ci co gdzieś byli i coś widzieli

strikexp pisze:Ja w maju wszedłem w aż 2 nowe branże.
strikexp pisze:Co ja tu będę Ciebie czytał, niech się wypowiedzą Ci co gdzieś byli i coś widzieli

Makler pisze:Przekonanie, że kupowanie za granicą to „ubożenie narodu”, to czysty merkantylizm rodem z XVII wieku.
Makler pisze: Jeśli konsument kupuje coś tylko z patriotycznego obowiązku, to zdejmuje z rolnika czy rzemieślnika jakąkolwiek presję na rozwój, innowacje i pilnowanie kosztów.

Masz pełne prawo wspierać lokalnych gospodarzy i rozumiem Twoje argumenty o zaufaniu czy patriotyzmie konsumenckim. Szkoda jednak, że sprowadzasz moje zdanie wyłącznie do „kasy i chciwości” – to spore uproszczenie. Skoro dyskusja budzi takie emocje, proponuję po prostu zamknąć ten temat , przynajmniej między nami.forestgril pisze: ↑13 maja 2026, 14:50.....
Makler pisze: Jeśli konsument kupuje coś tylko z patriotycznego obowiązku, to zdejmuje z rolnika czy rzemieślnika jakąkolwiek presję na rozwój, innowacje i pilnowanie kosztów.
Interlokutor znów pomija zasadną argumentację o jakości lokalnych upraw - to brak szacunku dla rozmówcy po drugiej stronie. Chyba więc skończymy rozmowę. Truskawki polskie czasem po prostu smakują lepiej. Pomijając nawet już sentyment do pani Jadzi i zaufanie do pana Mirka, którego znamy i wiemy na przykład, że to dobry człowiek, ochotniczy strażak aktywny działacz w gminie itp (a nie znamy osobiście eksportera w Holandii i jakie ma morale). Ok, dla niektórych to nieważne (tylko kasa kasa kasa, tanio tanio tanio!).

Makler pisze: Szkoda jednak, że sprowadzasz moje zdanie wyłącznie do „kasy i chciwości” – to spore uproszczenie.
Makler pisze:Wszelkie próby moralnego szantażu, że trzeba wspierać lokalnych za wszelką cenę, to po prostu ukryty podatek, który płacimy wszyscy, żeby zarobiła garstka osób.
Makler pisze: ślepe kupowanie „u swoich” na dłuższą metę robi krzywdę samym lokalnym producentom. Jeśli konsument kupuje coś tylko z patriotycznego obowiązku, to zdejmuje z rolnika czy rzemieślnika jakąkolwiek presję na rozwój, innowacje i pilnowanie kosztów.