A jak trafiasz? Szczególnie w takie miejsca, gdzie samemu trudno byłoby trafić. Ot przykład. Możesz w Maladze iść na stare miasto, zjeść coś choćby i u Banderasa w El Pimpi, ale trafić wieczorem w weekend do El Taller del Barrilero może ci się nie udać.
Nie wiem, jakie są twoje preferencje, dotyczące potraw i spędzania wolnego czasu, ale ja warsztat bednarza stawiam o wiele wyżej niż atmosferę przy Calle Granada. A że dwa razy taniej, no cóż, i tapas i napitki tam rewelacyjne, a do tego jak się grupa zbierze, to po kilku godzinach zaczynasz śpiewać "Apaszem Stasiek był" do akompaniamentu gitary flamenco i kastanietów. No bo jak wszyscy śpiewają... A w Andaluzji przecież Polaków lubią, to zrobią wszystko, żebyś się dobrze bawił.
Ale chyba nie o tym samym myślimy.
Spróbuj, oprócz sardynek z patyka, też ceviche. W Maladze też znajdziesz tą potrawę z surowej ryby. Mnie smakuje też Carpaccio de pescado, przy czym moje preferencje, to jeśli robią z labraksa. Woję takie, niż z tuńczyka. Bo z tuńczyka, to mojama, którą czasem dostaniesz w tapas, warto spróbować.






