kamar pisze: ↑19 paź 2026, 09:19
WZÓR pisze: ↑19 paź 2026, 08:50
Tylko spójrz na to z naszej perspektywy – od podłogi, a nie zza biurka dyrektora. Ta biznesowa kalkulacja szefa działa tylko dlatego, że koszty tej zabawy w statystykę są w całości przerzucane na nas.
To się nie daj - znasz swoją wartość, wszystko jest na spokojnie do dogadania. Przynajmniej u mnie.
Przez 50 lat zatrudniania ludzi, wyszkolonych fachowców miałem kilku i nie najlepiej ich wspominam. {skażeni elektrownią

}
Obecni pracują po dwadzieścia lat, jeden stolarz, drugi rolnik, przyuczeni na miejscu.
I tutaj, kamar, dotknąłeś sedna sprawy.
Zazdroszczę Ci takiego podejścia i Twoich ludzi, bo to jest właśnie ten zdrowy, normalny model.
Szacunek za to, że potrafiłeś przyuczyć stolarza czy rolnika tak, że pracują u Ciebie po 20 lat.
To pokazuje, że jak człowiek dostanie czas na naukę i jasne zasady, to staje się lojalnym pracownikiem.
O takich „przyuczonych” na miejscu nikt złego słowa nie powie.
Niestety, dzisiejszy masowy rynek pracy w wielu miejscach wymusza zupełnie inne realia.
Tam, gdzie liczy się ogromna skala i wysoka rotacja ludzi, często brakuje czasu na takie spokojne, długofalowe przyuczanie pod okiem mistrza, o jakim piszesz.
Gdy specyfika branży narzuca ogromne tempo, nowi pracownicy bywają rzucani na głęboką wodę zbyt szybko.
Przez to nie mają nawet kiedy poczuć tego tradycyjnego szacunku do maszyny czy rzemiosła, bo wszystko dzieje się w biegu.
Stąd biorą się potem te nieporozumienia na linii nowicjusz-weteran i niepotrzebne emocje przy zwykłych, merytorycznych uwagach na zmianie.
Masz rację, swojej wartości znam i zawsze staram się podchodzić do roboty profesjonalnie.
Po prostu dobrze widzieć, że w takich firmach jak Twoja ten tradycyjny, stabilny etos pracy i szacunek do rzemiosła na szczęście cały czas ma się dobrze.
Mariusz.