forestgril pisze: i zapewne Kolega - zostałem ochrzczony. Czyli wybrany (zaproszony) przez Chrystusa do Jego Królestwa.
I znowu to samo, czyli my wybrani a inni odrzuceni?
forestgril pisze:Więc zbadałem sobie hinduizm, buddyzm, Wysoką Magię, Radża Jogę itp, różne gnozy/ezoteryki. A zatem "patrzyłem sobie na boki" i zszedłem z Prostej Drogi (Prawdy i Życia).
Coś jakos dziwnie to badałeś bo brakuje w tych badaniach podstaw. Natomiast rodzaj religii nie ma kompletnie znaczenia w tym o czym pisałem.
hej.
No no no - chylę czoła .
Kiedyś tam pisałeś ile masz lat.
Więc się musiałeś nieźle " uwijać " z tym poznaniem ( dogłębnym ) tylu różnych szkół / religii.
pzd.
pukury pisze: się musiałeś nieźle " uwijać " z tym poznaniem ( dogłębnym )
Nie było może super "dogłębne". Legendy mnie nie interesowały, tylko filozofia i metafizyka. Ale jak trafiałem na nielogiczność (np reinkarnacja jest nielogiczna), albo na powtórzenia to się blokowałem i nie szedłem dalej. Wierzenie musi być spójne z rozumem.
bo czy postac cielesna jest tą najlepszą forma spędzania wiecznosci?
Ale to nie będzie ciało oparte na konstrukcji wykorzystującej białka. Już cytowałem fragment wypowiedzi Jezusa, z Ewangelii św. Marka, że Gdy bowiem powstaną z martwych, nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, ale będą jak aniołowie w niebie.
Nie będziemy mieć tam ani seksu, ani płci. To nowe ciało, a w zasadzie nowa obudowa naszej świadomości, będzie zupełnie inne.
Jesli mówimy o wierze to kosciół nie musi tu być potrzebny.
Oczywiście, choć żaden z kościołów się do tego nie przyzna. A dowód na to jest prosty. Jezus założył jeden kościół, mówiąc do św. Piotra (wtedy jeszcze Szawła): Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą
To czym miał być kościół, ano mamy wyjaśnienie. Gdzie bowiem dwaj albo trzej są zgromadzeni w moje imię, tam jestem pośród nich
To nie chodziło o budowę zhierarchizowanych konstrukcji, które zaczęły się łamać, pękać i najpierw odłączyło się prawosławie, a później protestanci. Moim skromnym zdaniem, choć popieram kościół rzymski, to każdy kościół jest jedynie szkołą, która ma nas nauczyć żyć tak, żebyśmy na życie wieczne zasłużyli. Jak to każdy z kościołów robi, to już zupełnie inna sprawa.
Dobre pytanie. W sumie musi być ktoś, kto weźmie ten opłatek, czy kielich... Tylko że jeśli ten ktoś żyje w stanie permanentnego grzechu, jak wielu kapłanów, to człowiek sobie zadaje pytanie, czy tego przeistoczenia nie mógłby dokonać ktoś inny, choćby kościelny, jeśli moralnie jest na wyższym poziomie, niż celebrans.
Ano nie mógłby. I to jest przykład, że "księża bezbożnicy" najpierw kościołowi szkodzą, a nie tylko swoim ofiarom. Jakoś się nikt nie chce wypowiedzieć, że kościół z tego powodu też staje się ofiarą.
Wiedza jest ważniejsza, a wiara niech sobie będzie
To tak nie działa. W nauce istnieje pojęcie aksjomatu. To coś, czego się nie udowadnia, bo aksjomatu udowodnić się nie da. Zobacz aksjomat Archimedesa. Przyjmujemy go za pewnik, bo uważamy, że jest prawdziwy. Ale dowodu na jego prawdziwość nie ma i nie potrzeba.
Ale mimo przeszkód, kreciej roboty i ludzkiej głupoty, Kościół dopłynie tam, gdzie Bóg zechce i tak.
Z małym sprostowaniem. Bóg podarował nam wolną wolę i nie chce tej wolnej woli nas pozbawiać. Bóg by mógł sterować kościołem, choćby poprzez eliminowanie jego wrogów, ale tego nie robi. Bo my albo chcemy sami realizować boże zamiary, albo nie. A rachunek przyjdzie na końcu.
Kol. Forest - dlaczego z taką pogardą wypowiadasz się o innej religii ?
Ja myślę, że on chyba coś innego chciał powiedzieć. Buddyzm nie zakłada pierwotnego boga. Buddyzm zakłada, że każdy może zostać buddą. To zupełnie inna koncepcja, dlatego on nie umie jej dopasować do takich wyznań, w których istnieje nadrzędny bóg. Tak mi się wydaje.
Ale to doświadczenia ludzi, którzy nigdy pewnego progu nie przekroczyli. Ot jakbyś się pytał kogoś, jak jest w pałacu, a on zaledwie bramę dziedzińca minął i szybko się wycofał. Co jest dalej nie wiemy i nie mamy szans na poznanie. Trzeba co najwyżej wierzyć.
To uproszczenie, ale pokazuje, że nasza świadomość może stać się częścią jakiegoś wspólnego bytu (niebo) albo do tego bytu się nie nadawać. Tak bym to widział.
, bardziej logiczne jest jedno życie i rajska kraina. To tak jakby zamiast wszystkich szkół ktoś zrobił od razu doktorat.
forestgril pisze:Wierzenie musi być spójne z rozumem.
Coś nowego. Wierzyć to se możesz że przebiegniesz maraton w 3 minuty, a dopiero wiedza to zweryfikuje ze jednak nie.
Dodane 11 minuty 11 sekundy:
jasiu... pisze:Nie będziemy mieć tam ani seksu, ani płci.
No a popatrz jak kosciół nie może sobie poradzić z tymi rzeczami tu na ziemi. Chyba nie czytaja czegoś.
jasiu... pisze: To coś, czego się nie udowadnia, bo aksjomatu udowodnić się nie da.
To oczym mówimy udowodnić się da, natomiast problem jest tylko z tym że ci którzy rządają dowodów chcą je mieć coraz bardziej wyrafinowane. Wiec to błedne koło.
jasiu... pisze:Ale to doświadczenia ludzi, którzy nigdy pewnego progu nie przekroczyli.
Nieprawda, są różne granice które są przekraczane.
jasiu... pisze:Co jest dalej nie wiemy i nie mamy szans na poznanie. Trzeba co najwyżej wierzyć.
Troszkę wiemy, myślę że po to są te przypadki żeby coś przekazać ludziom. Ale odbiorców jest malutko choć o dziwo troche ludzi się tym interesuje pomimo że im nikt nie nakazuje i nie straszy.
Ech… ja trochę żartuję, ale zasadniczo jestem poważny i mówię do rzeczy. Ale jeśli interlokutor jest niekonkretny i ciągle sobie jaja robi? Może to adhd? może skupmy się na jednym temacie
hej.
No no no - chylę czoła .
Kiedyś tam pisałeś ile masz lat.
Więc się musiałeś nieźle " uwijać " z tym poznaniem ( dogłębnym ) tylu różnych szkół / religii.
pzd.
Około 10 lat praktyki od 17 roku życia - ale „po godzinach” a nie „zawodowo” zaliczyłem różnych „nauczycieli duchowych” z kilku kultur. Byłem nawet ich tłumaczem na kilku parodniowych wyjazdach pewnej „ezoterycznej” firmy fizykę kwantową „studiowałem” trochę pod kątem metafizycznym. Traktowałem to poważnie! Potem na doktoracie z fizyki zrobiłem też małe studium filozoficzne rozwoju myśl chrześcijańskiej. Rok później byłem już „neofitą”
, bardziej logiczne jest jedno życie i rajska kraina. To tak jakby zamiast wszystkich szkół ktoś zrobił od razu doktorat.
To miałoby sens, gdybyśmy w kolejnych życiach zachowywali swoją świadomość. A jeśli reinkarnacja ma być jak życie tego dysku, co to najpierw był w jednym komputerze, później drugim, trzecim... I za każdym razem był formatowany, to jaki sens miałaby reinkarnacja.
No i druga sprawa. Czy sensowne jest gromadzenie danych (rozwój osobowości, świadomości), by później te dane skasować i w nowym życiu świadomość budować od zupełnego zera?
No a popatrz jak kosciół nie może sobie poradzić z tymi rzeczami tu na ziemi.
Bo tu na ziemi jest seks, bo inaczej nie możliwości zastępowania pokoleń. W nowym życiu, jako że wchodzimy w nieśmiertelność, zastępowanie pokoleń nie jest potrzebne, bo nikt w niebie nie umiera, więc seks jest zwyczajnie niepotrzebny. Nie tylko seks!
Nieprawda, są różne granice które są przekraczane.
Ale nikt, poza wskrzeszonym Łazarzem tak naprawdę w Niebie nie był. Co niektórzy mogli co najwyżej zobaczyć wejście do tamtego świata, tylko wejście, nic więcej.
Przy okazji - słyszałeś o odruchu Łazarza, jak chcesz horroru, to sobie znajdź filmik, na czym to polega. Od razu zaznaczam, dotyczy ludzi, u których nastąpiła śmierć pnia mózgu!
No właśnie, z czego się to bierze, że nieboszczyk zaczyna machać rękami?
Jeśli dotrzesz do ludzi, którzy naprawdę mają tą "wiedzę nie wszystkim daną", to większość z takich ludzi wie, że nie może z tej wiedzy czynić żadnego pożytku dla siebie, nie może zarabiać. Oczywiście może, tak jak np. ojciec Klimuszko, pomagać (a i to w ograniczony sposób), ale jeśli ktoś zakłada firmę ezoteryczną, to jest zwykłym oszustem, czasem wykorzystującym tzw. ciemną energię (kiedyś mówiono: "taki co to diabłu duszę zaprzedał"). To tak na marginesie.
jasiu... pisze:To miałoby sens, gdybyśmy w kolejnych życiach zachowywali swoją świadomość. A jeśli reinkarnacja ma być jak życie tego dysku, co to najpierw był w jednym komputerze, później drugim, trzecim... I za każdym razem był formatowany, to jaki sens miałaby reinkarnacja.
No i druga sprawa. Czy sensowne jest gromadzenie danych (rozwój osobowości, świadomości), by później te dane skasować i w nowym życiu świadomość budować od zupełnego zera?
W punkt - dokładnie to samo przemyślałem nieraz! Po co mi przeszłe życie, jak NIC z niego nie pamiętam i nie mam. I co z całą miłością, jaką tam oddałem i dostałem? Wszystko jakby poszło na straty. A co z tymi skrzywdzonymi tak koszmarnie - jak wielu niewinnych, jak ludzie w obozach, jak na Wołyniu, jak sam Jezus? Kto im to wynagrodzi? Było-minęło? No way!
I jeszcze dodam inny oczywisty zarzut/pytanie: a jaka niby jest mechanika tego całego procesu? I skąd się niby wzięła?
Pomyślmy - jak to niesamowicie złożone: zanalizować całe życie duszy i ciała, jego wszystkie interakcje, ze wszystkimi innymi duszami, intencje, myśli działania... A następnie tak dobrać mu optymalne warunki w "następnym życiu" z innymi istotami, żeby każda rozwijała się optymalnie! Jak potężny procesor/maszyna musiałaby to wszystko analizować... Jak doskonale dobra i sprawiedliwa. Jak by to miało działaś? Kto by to miał wymyślić? Kto by to miał zaprojektować? Kto by to wykonał? To musiałoby być zewnętrzne nie tylko do tej ziemi ale wszystkich możliwych inkarnacji i wszechświatów.... To wymagałoby iście BOSKIEGO przemyślunku! No właśnie A czy taki Wszechmogący Bóg, będąc dobrym i miłosiernym, kazałby się tym wszystkim duszom męczyć miliony inkarnacji z innymi duszami, które rozwijają się wolniej albo wprost dążą do zła!? A może wymyśliłby coś lepszego? Hmmm... A może dać każdemu jedną szansę. Niech ma swój dobry, sprawiedliwy czas i niech zdecyduje - "ze Mną, tymi którzy kochają Mnie i Moje Dzieci, czy przeciwko Mnie i całemu dobru, jakie stworzyłem z miłości?".
jasiu... pisze:eśli dotrzesz do ludzi, którzy naprawdę mają tą "wiedzę nie wszystkim daną", to większość z takich ludzi wie, że nie może z tej wiedzy czynić żadnego pożytku dla siebie, nie może zarabiać. Oczywiście może, tak jak np. ojciec Klimuszko, pomagać (a i to w ograniczony sposób), ale jeśli ktoś zakłada firmę ezoteryczną, to jest zwykłym oszustem, czasem wykorzystującym tzw. ciemną energię (kiedyś mówiono: "taki co to diabłu duszę zaprzedał"). To tak na marginesie.
Ogólnie się zgadzam. Ale.
Nie traktowałbym tego aż tak jednoznacznie - na przykład właścicielka tej firmy miała właśnie NDE. I to ją zainspirowało, że jest inny świat i chciała to badać i wpadła na pomysł, że można na tym robić kasę Może po drodze się gdzieś pogubiła i myślę, że nie zawsze to było uczciwe. Ale ja tam byłem uczciwy - mówiłem, że w to nie wierzę, póki nie zobaczę dowodów "innego świata'. Dobrze, że nie zobaczyłem! Wtedy mówiłem sobie tak: jak mi jakiś 'mistrz' pokaże naprawdę ponadnormalne zdolności, to poświęcę temu życię i będę jego uczniem. Dziś wiem, że to byłoby bardzo niebezpieczne. Te metody otwierają nas na duchowe rzeczywistości potężniejsze od nas, a nie każdy duch jest dobry. Innymi słowy, dopóki człowiek żyje, Bóg będzie się o niego upominał i dawał mu szansę, byleby była pokora i wola nawrócenia. To znaczy - często doświadczy owoców swoich błędów i będzie musiał wyciągać wnioski. Jak pójdzie w zaparte, przeciw miłości - to wiadomo dokąd...
jasiu... pisze:Przy okazji - słyszałeś o odruchu Łazarza,
To nie jest związane z tematem.
jasiu... pisze:Ale nikt, poza wskrzeszonym Łazarzem tak naprawdę w Niebie nie był. Co niektórzy mogli co najwyżej zobaczyć wejście do tamtego świata, tylko wejście, nic więcej.
Nie masz wiedzy na ten temat, tak samo jak ja mam ją bardzo małą.
forestgril pisze: jasiu... pisze:
To miałoby sens, gdybyśmy w kolejnych życiach zachowywali swoją świadomość. A jeśli reinkarnacja ma być jak życie tego dysku, co to najpierw był w jednym komputerze, później drugim, trzecim... I za każdym razem był formatowany, to jaki sens miałaby reinkarnacja.
No i druga sprawa. Czy sensowne jest gromadzenie danych (rozwój osobowości, świadomości), by później te dane skasować i w nowym życiu świadomość budować od zupełnego zera?
W punkt - dokładnie to samo przemyślałem nieraz! Po co mi przeszłe życie, jak NIC z niego nie pamiętam i nie mam. I co z całą miłością, jaką tam oddałem i dostałem? Wszystko jakby poszło na straty. A co z tymi skrzywdzonymi tak koszmarnie - jak wielu niewinnych, jak ludzie w obozach, jak na Wołyniu, jak sam Jezus? Kto im to wynagrodzi? Było-minęło? No way!
No to sie wyjaśniło że żaden z Was nie obejrzał filmu który tu wrzuciłem, co gorsza Wasza wiedza na temat duchowości jest mizerna żeby nie powiedzieć żadna. Bez urazy, ale skoro piszecie ze coś znacie a z waszych pytań wynika że nawet podstaw nie znacie.
Opowiem skrótowo bo nie chce mi się juz tego samego pisać po raz kolejny.
Nikt nie kasuje wspomnień, one są po śmierci fizycznej a zablokowany dostęp do nich jest tylko tutaj. Natomiast hipnoza regresyjna potrafi to wywołac i robił to wspomniany przeze mnie dr. Michael Newton opisując to w swoich książkach.
Przypadki ludzi którzy pamiętają tu swoje poprzednie życia też się zdarzają choć zazwyczaj to są u dzieci do lat 6, póżniej i one zapominają.
Kwestia analizy życia i przekazu informacji był w filmie więc se obejrzyjcie bo nie będę opisywał oczywistych rzeczy.
Natomiast co do samej reinkarnacji to sprawa na wiele kwestii. Żeby nie pisać tu ksiażki to w skrócie wygląda to tak.
Idziesz do nieba tam masz analizę swojego życia i powiedzmy że jestes przecietnym człowiekiem który delikatnie nabroił i SAM wtedy rozumiesz co było zle. Mechanizm jest taki że kolejne życie masz możliwośc sobie wybrać co chcesz odpracować i to jest jakoś odgórnie kształtowane. To jest ta karma która musi sie odbyć ponownie na ziemi. Dlaczego tak jest nie wiem ale się domyślam.
A żeby podać na przykladzie to przytocze coś z ksiażki. To jest opis kobiety która była w obozie.
Jest 2 wojna światowa, kobieta ląduje w hitlerowskim obozie gdzie jest poddawana okrutnym bolesnym torturom. Dochodzi do kresu swoich sił i postanawia że w nocy ze sobą skończy. Kładzie się spać i planuje nie zasnąć ale jednak zasypia. I ma sen, śni się jej jakiś Hindus który mówi jej żeby tego nie robiła bo jej cierpienia juz dobiegły końca. Ona zaczyna z nim rozmawiac ii zadaje mu putanie dlaczego jej to się przydarzyło. Hindus zabiera ją do średniowiecznych katakumb gdzie znajduje się sala tortur i pokazuje scenę jak jakiś jakiś okrutny kat znęca sie nad swoimi ofiarami i ma z tego satysfakcje. I w tym momencie ona w tym kacie rozpoznaje siebie.
Sen się kończy, kobieta faktycznie zostaje uwolniona z obozu, a kilka lat póżniej rozpoznaje owego hindusa na zdjęciu co póżniej okazuje się że to był jeden z hinduskich świetych.
Wpiszcie sobie reinkarnacja Santi Devi to też dostaniecie odpowiedz dlaczego lepiej nie pamiętać. Tych historii jest wiele, choć jak Wam się filmu nie chce posłuchać to podejrzewam że i nic więcej nie przeczytacie,
To tak w wielkim skrócie, bo tych elementów jest dośc dużo. Z resztą to jest zgodne z tym co było napisane także w bibli czyli:
Zasada „co zasiejesz, to zbierzesz” pochodzi z Biblii, głównie z Listu do Galacjan 6,7-9, gdzie czytamy: „Nie błądźcie, Bóg nie da się z siebie naśmiewać; albowiem co człowiek sieje, to i żąć będzie”. Oznacza to, że nasze obecne czyny, wybory i postawy (siew) przyniosą odpowiednie konsekwencje w przyszłości (zbiór), czy to w życiu doczesnym, czy wiecznym. (no bo słowo reinkarnacja by nie przeszło, )
A jakby jednak coś drgnęło to audiobook do posłuchania. Choć po tylu wpisach to mam wątpliwości czy klikniecie.
Hej.
Wygląda na to że - każdą wiarę można poznać tylko sercem a nie ( tzw.
) rozumem.
Jak to jakiś mądry poeta napisał - słowa - słowa - jesteśmy tylko słowami.
pzd.