strikexp pisze: ↑12 maja 2026, 21:18
Ale ja nie płaczę że nie mam co z ziemniakami zrobić.
Ale rzucasz "genialne" porady co z ziemniakami zrobić, żeby je sprzedać i na nich zarobić.
A wszystkie są nierealne - jedne zupełnie nieopłacalne a inne niewykonalne albo trudno wykonalne.
Więc tak jakby jednak nie za bardzo jest co z tym ziemniakiem zrobić jeśli nie ma go gdzie sprzedać.
Ale nie rozumiesz istoty problemu.
Problemem nie jest to, że polskie ziemniaki są za drogie w produkcji albo jest ich za dużo.
Przecież wcale nie są drogie. Większość rzeczy podrożało znacznie na przeciągu lat a ziemniaki jakoś nie za bardzo.
Bo przecież Polacy potrzebują ziemniaka bo go spożywają i jednocześnie zarabiają coraz więcej więc skoro stać ich było 20 lat temu na ziemniaka to teraz tymbardziej, bo stosunek jego ceny do zarobków jest coraz niższy.
Problemem jest to, że polski rynek nie jest kontrolowany pod wzgldem importu żywności.
Najpierw importowana jest na ogromną skalę żywność z innych krajów, w niższej cenie ze względu na skalę a potem okazuje się, że na lokalną już nie ma na rynku miejsca. Bo nawet jeśli jakiś skup to jest duża skala dla przeciętnego konsumenta, to w porównaniu z importem to jest malutki pikuś i cenowo nie jest w stanie konkurować z dużymi kontraktami.
A żywność która napływa z ogromnych farm jest tańsza głównie ze względu skali produkcji - niestety jednocześnie często dużo gorsza jakościowo, ponieważ aby sprzedawać towar w bardzo niskiej cenie z zyskiem trzeba robić to na ogromną skalę, a wtedy liczy się ilość a nie jakość.
Wiem, że niektórzy mają wywalone na przyszłość, ważne jest ile teraz zostaje w portfelu.
Ale czy to jest naprawdę warte tego, aby zlikwidować lokalną produkcję żywności i uzależnić się tylko i wyłącznie od importu?
A temat truskawki importowanej i polskiej który był tu poruszany.
Skoro ktoś sprzedaje polską w wyższej cenie to znaczy, że ma na to klientów i zbyt. I Super i bardzo dobrze i tak powinno być, że jest do wyboru lepszy i gorszy, droższy i tańszy produkt. Widać rynek truskawek trudniej zepsuć i jeszcze zepsuty nie został i oby jak najdłużej.
Kogo nie stać albo nie jest w stanie wyplenić z siebie mentalności biedaka to kupuje tani import i jest zadowolony.
Kogo stać i/lub chce wspierać lokalnych producentów, ma na uwadze przyszłość, bezpieczeństwo i niezależność to kupuje lokalny towar, nawet jeśli zdarzy się, że jest droższy.
Wolna wola.
I wszyscy zadowoleni.