Ja pracuję na UR, w sumie już ponad 15 lat. Polecam.
Pozdrawiam.
Naprawy maszyn w zakładzie produkcyjnym
-
jasiu...
- Lider FORUM (min. 2000)

- Posty w temacie: 1
- Posty: 6097
- Rejestracja: 14 lip 2007, 19:02
- Lokalizacja: Westfalia
Re: Naprawy maszyn w zakładzie produkcyjnym
A to nie jest tak, że małych firm, gdzie pracują stare maszyny nie stać na "utrzymanie ruchu", a te duże, z nowoczesnymi maszynami muszą korzystać z serwisu, bo nie mają wszystkich haseł serwisowych, np. żeby wpisać mapę odchyłek nowej śruby pociągowej?
Nie mówię o dziale, w którym jest elektryk od wymiany żarówek i dokręcania gniazdek, bo takich trzeba często mieć. Do tego "złota rączka", bo jak się z kranu leje, albo kibel się zapchał... Czasem jest to jedna osoba, jak firma mniejsza.
Nie mówię o dziale, w którym jest elektryk od wymiany żarówek i dokręcania gniazdek, bo takich trzeba często mieć. Do tego "złota rączka", bo jak się z kranu leje, albo kibel się zapchał... Czasem jest to jedna osoba, jak firma mniejsza.
-
kasjo
- Specjalista poziom 2 (min. 300)

- Posty w temacie: 1
- Posty: 354
- Rejestracja: 23 lis 2005, 18:07
- Lokalizacja: Białystok
Re: Naprawy maszyn w zakładzie produkcyjnym
Wszystko zależy od podejścia właściciela/dyrekcji. Pracowałem w jednej firmie gdzie UR składało się z kilku mechaników, elektryków i 2 elektroników (w tym ja) Firma miała około 20 tokarek CNC, kilka centr obróbczych no i sporo starych konwencjonalnych tokarek/frezarek. Serwis zewnętrzny wzywaliśmy może raz do roku jak już nie mieliśmy wiedzy lub części żeby podstawić aby się upewnić co jest uszkodzone a mimo wszystko co roku właściciel robił nam pod koniec roku pogadankę że nas wszystkich wyp...oli bo tylko straty przynosimy. I że zatrudni zewnętrzny serwis który będzie helikopterem przylatywać i naprawiać maszyny 
W innej firmie podejście było takie, że jak nie było żadnych awarii to nikt się nas nie czepiał że sobie siedzimy na warsztacie i nic nie robimy. Czasami się zdarzało, że kilka dni nie było nic do roboty i nawet z nudów i aby czas szybciej leciał to sobie szukałem zajęcia.
W innej firmie podejście było takie, że jak nie było żadnych awarii to nikt się nas nie czepiał że sobie siedzimy na warsztacie i nic nie robimy. Czasami się zdarzało, że kilka dni nie było nic do roboty i nawet z nudów i aby czas szybciej leciał to sobie szukałem zajęcia.





