IMPULS3 pisze: ↑19 lut 2026, 17:10
a grając skupiasz się na tym aby zagrać bez pomyłek lub coś zaimprowizować.
A to ci się tylko tak wydaje. Jeśli wiesz, jaki dźwięk masz zagrać, to wiesz, na którym klawiszu, na której strunie, czy w której dziurce harmonijki go znajdziesz. Ale masz rację, bycie muzykiem, nawet takim bardzo amatorskim, to nie to samo, co bycie słuchaczem.
Tylko, że plumkając sobie cośtam trenujesz ucho. W efekcie zaczynasz rozróżniać muzykę wartościową, od zwyczajnego muzycznego efekciarstwa. I moim zdaniem warto się tego nauczyć. Wtedy od razu słyszysz, co zostało stworzone przez człowieka, a co przez AI. Zaczyna ci przeszkadzać fakt, że zamiast głosu wokalisty słyszysz wynik działania programu "Celemony Melodyne 5".
IMPULS3 pisze: ↑19 lut 2026, 17:10
dlatego ze on tylko to zna
Mam dobrego kolegę, który jest organistą. Problemem dla organisty jest czasem trafienie w to, co zaintonował ksiądz. Trzeba mieć słuch absolutny. Trzeba wiedzieć, jaki dźwięk się słyszy, żeby wejść w odpowiedniej tonacji. I ten kolega powiedział mi, że tego można się nauczyć, właśnie plumkając. Zapamiętujesz wysokość dźwięku. Trwa to kilkanaście lat, ale o ile komuś słoń na ucho nie nadepnął, może to ogarnąć.
Jak można mówić o smaku potraw, jeśli się nie wie, jak smakuje cukier, a jak sól. Jeśli nie odróżnia się smaku bazylii od kopru, czy pietruszki. Z muzyką jest tak samo. Jeśli człowiek nie skupi się na poznawaniu dźwięków, przypomina trochę alkoholika, który daje się otumanić raz wódką, raz mocnym piwem, a innym razem tanim winem. Bo liczy się efekt, żeby w głowie zaszumiało.
A ja bym chciał, żeby każdy był koneserem muzyki i żeby nie było mu wszystko jedno, czym zagłusza ciszę wokół siebie. Niech to będzie dobra muzyka, a nie komercyjne, prostackie i prymitywne często dźwięki.