#1868
Post
napisał: StanisławKozdurkiewicz » 15 lut 2026, 12:52
Najczęściej obrabiam materiały nieżelazne i w związku z tym mam problem z usuwaniem wiórów i opiłków. Niektóre, szczególnie z mosiądzu, są bardzo drobne. Z aluminium są rozrzucane dość daleko. Zbieram je odkurzaczem, gdyż oczywiście magnes nie wchodzi w grę. Kupiłem kiedyś dosyć okazyjnie odkurzacz razem z osobnym pojemnikiem do usuwania popiołu z kominka. Działa to razem bardzo dobrze. Metale zatrzymują się w pojemniku na popiół a inne zanieczyszczenia w samym odkurzaczu. Problemem jest jednak rozrzucanie wiórów i opiłków daleko od frezarki. Mam zresztą ten sam problem z pilarką. Chciałem się zapytać, czy doświadczacie podobnych problemów i czy ktoś z Was zastosował jakieś osłony ograniczające rozrzucanie wiórów.
Wydaje mi się, że większość problemów związanych z doprowadzeniem Zosi do stanu umożliwiającego w miarę normalną pracę została już omówiona. Osobom, które zaczynają dopiero modernizację, polecam dokładne przestudiowanie dawnych wpisów, gdyż wtedy wiele się działo i większość problemów została wyjaśniona. Nie oznacza to, że należy zakończyć korespondencję. Można na przykład dzielić się przydatnymi informacjami, choćby takimi, że na przykład można na AliExpressie kupić zupełnie nieźle wykonane metalowe rączki do pokręteł i jeżeli kogoś denerwuje, że oryginalne mają tendencję do klekotania, to może sobie łatwo wymienić.
Jak mniemam większość z nas używa Zosię nie tylko jako obiekt do modernizacji, ale wykorzystuje ją do wykonywania przydatnych elementów i może podzielić się rozwiązaniami, które mogą się okazać przydatne również dla innych. Stosunkowo niedawno postanowiłem wykorzystać silną ręczną frezarkę do drewna do zbudowania frezarki stacjonarnej. Założeniem było aby rozwiązanie było tanie, umożliwiało wykorzystywanie samej frezarki zarówno jako stacjonarnej jak i ręcznej, oraz aby można było łatwo ją schować, gdyż mam niezbyt dużo miejsca w warsztacie. Aby się zbytnio nie rozpisywać zamieściłem zdjęcia. Te czerwone elementy zakupiłem u Chińczyków. Obróbka aluminium to oczywiście Zosia, podstawa – od ukośnicy. Wyłącznik równocześnie uruchamia frezarkę i odciąg wiórów. Zastosowane rozwiązanie umożliwia łatwy dostęp do ustawień frezarki a przestawienie na ręczną to kwestia jedynie czterech śrub. Wszystko można łatwo i szybko rozebrać i schować. Największy koszt to płyta ze sklejki. Gwoli sprawiedliwości należy przyznać, że przy obróbce płyty aluminiowej miała swój udział frezarka CNC.
Ponieważ dosyć powszechnie taką frezarkę nazywa się teraz górnowrzecionową, muszę zaprotestować. Dawniej słusznie nazywano taką frezarkę ręczną. Górnowrzecionowa to nazwa wprowadzona przez sprzedawców dyletantów zapewne dlatego, że Niemcy nazywają ją skrótowo Oberfräse od Oberfräsmaschine, co w słowniku tłumaczone jest jako frezarka górnowrzecionowa. Należy jednak zauważyć, że w niemieckiej nazwie nie występuje słowo wrzeciono czyli Spindel. Nazwa odzwierciedla jedynie położenie frezu, co i tak nie jest w tym przypadku krytyczne. Anglicy w swej nazwie „router” nawiązują do tego iż prowadzi się ją ręczne po wyznaczonej drodze. Rozpowszechniona w Polsce nazwa jest zupełnie idiotyczna, gdyż taka frezarka może być ustawiana dowolnie (sam wielokrotnie mocowałem ją poziomo), ale przede wszystkim nie ma ona wrzeciona. Uchwyt frezu jest zamocowany na osi silnika. Zosia jest oczywiście frezarką górnowrzecionową, gdyż ma wrzeciono i jest frezarką stacjonarną. Przy okazji warto powiedzieć, że czasami można się spotkać z nazywaniem wrzeciona z niemiecka pinolą, ale die Pinole to tuleja wrzeciona, a wrzeciono to die Spindel. Zupełnie nie wiem skąd Niemcy wzięli nazwę Pinole. Może od angielskiego pin hole, ale oznacza to bardzo małą dziurkę. Może ktoś z Kolegów ma jakiś pomysł?
-
Załączniki
-

- dokładna regulacja odsunięcia prowadnicy i odejmowany wyłącznik
-

- widok prowadnicy
-

- widok ogólny