Znaleziono 10 wyników

autor: emsc
12 sty 2020, 01:28
Forum: Na luzie
Temat: Re: Wszystko i nic.
Odpowiedzi: 47
Odsłony: 2328

Re: Re: Wszystko i nic.

IMPULS3 pisze:
11 sty 2020, 22:56
Nie rozśmieszaj mnie, to jest aktualny problem i powiedziałbym że coraz to bardziej bo to samo rozwiązanie wprowadzają firmy samochodowe i jest to podobny bubel.
Dla takich którzy mają auta 20-tletnie, rozwiązanie z 1999 roku też jest problemem aktualnym.
powtarzam że nie jestem w stanie zając stanowiska, czy to rozwiązanie jest złe czy z jakichś powodów (których ty też nie musisz znać) właściwe. Skrzynie też się rozpadają a są całe z metalu.
producent MUSI miec stół do testowania takich urządzeń i doskonale wie ile to pracuje do momentu zużycia. Więc jest to produkt świadomie wypuszczony a nie błąd konstrukcyjny który będzie poprawiony.
Wcale nie musi. To pojazd profesjonalny czy samochodzik osobowy dla ludu? Raczej to drugie. Czyli problem zaczyna występować i osiąga pewną skalę, to się poprawia. A jeśli nie spełnia warunków, to się udoskonala dopiero w następnym modelu.
To się nazywa dorabianie ideologii, takim sposobem to można wszystko zaspawać, zalać i już nic nie będzie można naprawić bo i po co skoro rozebranie czegokolwiek będzie niebezpieczne. Kwestia kondensatorów to jest obecnie powiedziałbym dosć popularny problem skoro nawet mnie zdaza sie je wymieniać. I jakoś tak do końca nie mam zaufania jakie to są super i przeznaczone do zasilaczy impulsowych.
Producent nie będzie się podkładał pod paragrafy ani ryzykował że jakiś dzieciak wyleje na to soczek i będzie afera tylko po to, żeby jakiś radioamator w kraju trzeciego świata mógł sobie naprawić. Twoje zaufanie czy przekonanie nie ma żadnego znaczenia. W zasilaczach starzeją się nie tylko kondensatory, stąd ich naprawa niekoniecznie jest pożądana. Lepiej zemleć i odzyskać surowce. Tylko w nielicznych krajach świata robocizna jest tak tania, że opłaca się naprawiać rzeczy tak tanie jak zasilacz. Bynajmniej nie jestem przeciwny naprawianiu, wręcz przeciwnie. Ale tylko wtedy gdy ma to sens. W przypadku małego zasilaczyka nie ma.
Tak samo jest w ogóle z produkcją pewnych rzeczy. Niektóre powstały właśnie po to, żeby zminimalizować koszty pracy u producenta i przenieść je na klienta. Klient dostaje tanie w produkcji urządzenie uniwersalne, płaci dodatkowo za jego uniwersalność a potem musi mieć albo wynająć fachowca który mu to urządzenie ustawi. I jeszcze jest zadowolony :) Tak właśnie powstały np PLC. Ale nie tylko. Choćby także maszyny, które bez posadowienia i poziomowania nie nadają się do pracy.
Oczywiscie nie twierdzę też że jest jakaś wielka tragedia z tym, ale nie jest to tak też doskonałe jak by mogło być i odsuniecie kondensatora od radiatora o centymetr czy 2 i dodanie jakiejś osłonki to nie jest wielki koszt a zapewne przedłużyło by żywotnosć na tyle że z punktu zużytych surowców i energii na produkcję nowego zasilacza miało by to sens.
Poziom sensu jest względny. To już powinno być tak zaprojektowane, że ma sensowną trwałość. Wszystko można w nieskończoność usprawniać ale gdzieś kończy się ten sens.
Nieprawda, mam dość dużą ilość akumulatorków litowych i leżą sobie i nie widzę aby coś im się działo złego.
W cieple pod zasilaniem?
Nie mówiac o akumulatorach do wkrętarki które też są w znakomitej formie ( a nie takie prądy oddają)
To zupełnie inna kategoria ogniw. Różnice jakościowe między ogniwami różnej klasy i przeznaczenia sięgają co najmniej kilkunastu razy.
autor: emsc
11 sty 2020, 21:47
Forum: Na luzie
Temat: Re: Wszystko i nic.
Odpowiedzi: 47
Odsłony: 2328

Re: Wszystko i nic.

Przeniosłeś więc już nie wiadomo do których twoich myśli się czepiam, więc ty jesteś oczyszczony a ja mam problem :) Ale niech będzie.
Nie wiem jak niewierny Tomasz może być wierzący, ale pomińmy to :)
Po pierwsze nie rozmawiajmy o urządzeniach sprzed 6 lat w kontekście dzisiejszej świadomości. 6 lat temu wszystko było inne. Niestety...
Po drugie, metalowe znaczy lepsze? Zawsze? Tworzywa mają swoje zalety i należy je wykorzystywać. Metal wcale nie jest zawsze najlepszy. Metal jest dobry tam gdzie jest... dobry. I oczywiście musi być to właściwy metal, co jest oczywiste. Tworzywa, od kiedy się pojawiły, są szeroko stosowane w mechanice i nie dlatego że taniej ale dlatego ze w wielu przypadkach lepiej. Wykorzystuje się ich miękkość, sprężystość, samosmarowność. Także łatwość formowania. Znowu piszę oczywistości. Ale skoro pytasz... Skąd mam wiedzieć, czy tam metalowe koło sprawdziłoby się lepiej? A może właśnie nie? Może nawet zrywalność tych zębów zabezpiecza przed poważniejszą usterką silnika? podsumowując - nie mam pewności, nie będę krytykował. I tobie takie podejście polecam.
Co do otworów w zasilaczach.
Normy bezpieczeństwa są dość ostre. Producent odpowiada za ewentualne szkody i wypadki spowodowane (niewłaściwą) konstrukcją. Zasilacz tzw kablowy, który spoczywa sobie na podłodze w przypadkowym miejscu, musi być odporny na podstawowe zagrożenia jak zalanie wodą. Stąd otwory są wykluczone. Rozbierana konstrukcja także spowodowałaby ryzyko, ponieważ ktoś może rozkręcić a potem niewłaściwie skręcić - patrz zdanie wcześniej. Dlatego urządzenia są skręcane w sposób uniemożliwiający rozkręcenie (specjalne śruby) albo sklejane. Sklejanie jest najbezpieczniejsze. Obudowa jest tak zaprojektowana, że pozwala wystarczająco sprawnie wypromieniować ilość ciepła które jest generowane w układzie. Ponadto z uwagi na postęp w projektowaniu i produkcji półprzewodników sprawność zasilaczy osiąga takie wartości, że przy nominalnym obciążeniu są ledwie ciepłe.
Kondensatory elektrolityczne współczesne przeznaczone do zasilaczy impulsowych wytrzymują średnio ponad 6000h (8 miesięcy). Ale to przy dopuszczalnych warunkach pracy, czyli w temperaturze 125C i przy prądzie katalogowym. Radiator osiąga co najwyżej 70C w szczególnie niekorzystnych warunkach (praca w tropikach) a w naszych warunkach znacznie mniej. Tak samo prądy ładowania są wielokrotnie mniejsze od nominalnych. Dlatego taki zasilacz wytrzymuje długie lata a nie 8 miesięcy.
Kondensatorów elektrolitycznych (szczególne) w miarę możliwości nie montuje się w najbliższym sąsiedztwie elementów podgrzewających się, ale inne powody (elektroniczne) wymuszają dużą bliskość tych podzespołów. To nie jest celowe szkodliwe działanie.
Generalnie, dobrze zaprojektowany zasilacz impulsowy kończy w kartonie na strychu, bo nie ma go do czego użyć. I nadal jest sprawny. Czy wyczerpałem temat?
Uprzedzając pytanie, dlaczego nie wolno już produkować zasilaczy transformatorowych, "niezawodnych". Z powodu bardzo dużych strat w porównaniu z zasilaczami impulsowymi. W przypadku małych zasilaczy transformatorowych sprawność wynosi około 50-80%. W przypadku WSPÓŁCZESNYCH DEDYKOWANYCH zasilaczy impulsowych sprawność najlepszych zbliża się do 98%, zwykle natomiast bez problemu osiąga 93-95%. Co oznacza zmniejszenie strat w najgorszym przypadku 3-krotne, zazwyczaj około 8-krotne. Jest sens.
Ponadto 20 lat temu nowoczesny monitor komputerowy Sony trinitron potrzebował 170-200W dla swoich 20 cali. Dziś dla takiego małego monitorka LCD wystarczy 30W.
Baterie padają, bo się starzeją. Szczególnie szybko starzeją się baterie które są trzymane w cieple. W przypadku ogniw litowych utrzymywanie stanu pełnego naładowania także nie jest dla nich zdrowe. Niestety jest tyko jeden sposób aby wydłużyć życie ogniw litowych w laptopach - wyjmować je kiedy nie są wykorzystywane, bo laptop pracuje stacjonarnie. Tyle że laptop z natury swojej ma pracować niestacjonarnie. To wina użytkowników, ze dla wygody do celów stacjonarnych kupują laptopy. To dokładnie tak samo jak kupić sobie drukarkę atramentową żeby robić 2 wydruki na tydzień. Prędzej wypluje cały atrament w gąbkę albo się zapcha, niż będzie przydatna.
autor: emsc
11 sty 2020, 17:29
Forum: Na luzie
Temat: Re: Wszystko i nic.
Odpowiedzi: 47
Odsłony: 2328

Re: Odpady poprodukcyjne, utylizacja

Wybierasz wypowiedzi selektywnie i budujesz z nich pasującą do celu narrację. Jak partia rządząca 8)
O ekologii jeszcze kilkanaście tat temu mówili ludzie zgodnie nazywani oszołomami albo ekoterrorystami (obydwa terminy spreparowane przez ich wrogów i przejęte przez tłum). Nagle okazuje się, że lodowce się topią w tempie ekspresowym, latem jest susza a zimą na nizinach pada najwyżej deszcz. Więc może coś JEDNAK nie gra? Jak powiedział wybitny myśliciel Donald Trump, nazywający niedawno ekologię "chińskim spiskiem", "COŚ JEDNAK JEST NA RZECZY Z TYM KLIMATEM"?
Oczywiste jest, że biznes ma głęboko gdzieś wszystko co nie wiąże się z zyskiem. I ZAWSZE TAK BĘDZIE, bo taka jest cecha tej struktury. Ludzie to w przerażającej większości krzyżówki barana z osłem. Dopóki cegła nie spadnie osobiście centralnie na główkę, problemu nie ma. A taki mamy dziś świat, że przemawiają i są słuchani nie ci którzy zebrali dane, przeanalizowali je i mogą przedstawić wnioski, tylko zupełnie przypadkowe osoby. Metodologia "słowo przeciw słowu" w połączeniu z brakiem faktycznej (nie pozornej) edukacji powoduje, że nie wiadomo co jest bardziej wiarygodne. Bo żeby potrafić odróżnić tego kto gada z sensem od tego który pieprzy, też potrzebny jest pewien rezerwuar wiedzy i doświadczenia.
Trzeba umieć I CHCIEĆ odróżniać, kiedy o ekologii mówią specjaliści, przedstawiciele przemysłu, albo oszołomy. Nie można tych wypowiedzi mieszać i formować z nich dowodów na to, że temat jest bzdurny.
Tak samo w kwestii trwałości urządzeń. Roman w jednej swojej wypowiedzi niby rozumie, w drugiej niczego nie rozumie a w trzeciej popuszcza wodze teorii spiskowej. Pisanie dla pisania? Takie to trudne do zaakceptowania, że wyrób tani raczej nie może być wyrobem trwałym? Albo że (do Impulsa) wyrób średnio tani ale markowy, nadal jest wyrobem z najniższej półki, bo 50% ceny stanowi marka?
O środowisko trzeba dbać, każdy we własnym zakresie, bo nikt nie chce żyć w syfie, w toksycznym otoczeniu. I mam nadzieję ze u cokolwiek myślących jest jakiś pierwiastek świadomości, że toksyna dziś oddana ziemi za kilka lat może być współodpowiedzialna za choroby dzieci i wnuków. Nie mówiąc już o zdrowiu natury, co z pewnością przerasta poziom zainteresowania typowego tłumoka. Nie tylko polskiego, tumaneria jest ogólnoświatowa.

Do zastanowienia: czy firma BMW, przy cenach swoich aut i takich a nie innych pretensjach do prestiżu, robi celowo takie rzeczy?:
https://www.auto-swiat.pl/uzywane/top10 ... km/shtytye
autor: emsc
05 sty 2020, 20:04
Forum: Na luzie
Temat: Re: Wszystko i nic.
Odpowiedzi: 47
Odsłony: 2328

Re: Co dalej? LinuxCNC 2.7.14 Debian7 a kolejne wersie na Debian9 które nie działają z LPT

senio pisze:
05 sty 2020, 17:13
Wiesz co to jest uszczelnienie turbiny ?. Wiesz co się dzieje jak ono idzie się kochać ?. Wiesz po co w dalszych latach produkcji najpierw w automatach a później we wszystkich zaczęli stosować tzw. klapy gaszące ?. Wiesz dlaczego zaczęli je stosować ?. Wiesz dlaczego od ładnych paru lat nowsze diesle się nie rozbiegają ?. Jak się douczysz nie będziesz pierniczył bzdur jak nakręcony bo Ty wiesz przecież lepiej. Pierwsze Hdi to były takie same eksperymenty na użytkownikach jak wszystko inne nowe co wychodzi. Dopiero z czasem jak ludzie to przetestują, wiedza już co się sypie, co poprawić co przerobić i robią to. A że mają darmowych królików doświadczalnych to tak to się kręci od zawsze. 1.6 Hdi z cudownym smarowaniem turbiny rurką z filtrem to też ideał PSA przecież. Ciekawe po co jakieś tuningowe kity tego bubla powymyślali i ludzie to zakładają po czym w końcu przestają turbiny wymieniać. Elektryka i elektronika we francuzach kolejny "światowy najwyższy poziom". Nie che mi się pisać. Szkoda czasu.
Tylko że pierwsze HDI to były właśnie 2L i one od samego początku miały bardzo dobra niezawodność. Odwrotnie niż w silnikach niemieckich, gdzie co generacja to gorzej. Owszem, 1,6 to silnik nie tak udany, wspominałem. Właśnie przede wszystkim z powodu smarowania turbiny. Każdy to wie. Wystarczy to poprawić i jest ok. Choć uszczelnienia tego silnika nie należą do najlepszych, to narzekanie że to słabe silniki i awaryjne, można włożyć między bajki. Nawet jak turbina padnie na 100%, to nadal można jechać.
Do tego francuskie silniki od razu miały mokre filtry cząstek, żeby ludziom DPF-y nie padały od jazdy po mieście. Czyli normalnych warunków eksploatacji. Rozwiązanie proste i skuteczne. Tylko trzeba płynu dolewać (w serwisie). A te wszystkie stare szkopy na ulicach mają filtry powycinane, bo dawno padły a właściciela nie było stać na naprawę.

Elektryka we francuzach nie ustępuje innym. Wiązki robią te same firmy zewnętrzne na tych samych maszynach i na tych samych materiałach. Jeszcze nie słyszałem żeby komuś ze znajomych się dyskoteka odpaliła na desce w aucie francuskim a w niemieckim i owszem. Albo te wyświetlacze w Oplach na których tylko część ekranu działa, połowa segmentów się nie zapala i nie wiadomo co tam jest napisane. Ale jeśli się przez 5 lat codziennie 10 razy klapę otwiera, to wiązka ma prawo nadawać się do wymiany. Miałem kiedyś taka awarię i przestała grzać szyba. Można przeżyć. Bratu w VW na autostradzie wysiadły wycieraczki a innym razem zimą jak opuścił szybę to już tak została. Frajda nie z tej ziemi :) Innym razem musiał wzywać pomoc, bo ręczny elektryczny nie chciał odpuścić.

Dodane 5 minuty 17 sekundy:
Re: Wszystko i nic.
kamar pisze:
05 sty 2020, 19:55
Tak się zastanawiam komu tu uwierzyć - Autoryzowanemu serwisowi wyznaczonemu przez leasingodawcę do opieki nad autem czy forumowym wszystkowiedzminom ? (oczywiście wiedzmin w nowej wersji :))
W ogóle musisz komuś WIERZYĆ? Już się nie dowiesz, co było przyczyną. Na jakiej podstawie serwis stwierdził że to sterownik? Wymienił i zrobił kilkugodzinną próbę w warunkach drogowych? Nawet tego pierwszego nie, bo musieliby przeprogramować cały system żeby nowy sterownik się dogasał z głównym modułem i w ogóle zaczął działać. Rzucili klientowi hasło i sprawdzili, czy skory do zapłaty :)
autor: emsc
05 sty 2020, 19:40
Forum: Na luzie
Temat: Re: Wszystko i nic.
Odpowiedzi: 47
Odsłony: 2328

Re: Wszystko i nic.

kamar pisze:
05 sty 2020, 16:58
Nie masz co tłumaczyć z polskiego na nasze, to nie było jedyne auto z klimą jakie miałem a tylko ta była fajansowata.
Gdybyś czytał co się pisze :) Klima jako taka działała, tryfny był sterownik automatycznej regulacji temperatury. Wymiana 1500 zł.
Skoro nie naprawiłeś to nie wiadomo czy sterownik i już się nie dowiesz. Mogło być dokładnie cokolwiek w elektronice albo w samej instalacji.
Na wiosnę miałem naprawę klimy w domu. Niezawodny sprzęt. Okazało się, że sprzęt był niezawodny tylko instalator (autoryzowany) bez wyobraźni. Ładnych kilka lat po instalacji stanął zawór czterodrogowy. Który się normalnie nie psuje bo w nim nie ma się co zepsuć. Jedyne co może go zepsuć to brud wprowadzony do instalacji z zewnątrz, podczas montażu. Dla naszych "fachofcuf" to aż nadto żeby spieprzyć robotę.
Już nie uwierzyłem kolejnemu i kazałem zawór wyciąć a klimę zlutować na stałe na tryb chłodzenia. A wystarczyło po prostu kupić i samodzielnie zamontować, zamiast wzywać patałacha.
autor: emsc
05 sty 2020, 16:49
Forum: Na luzie
Temat: Re: Wszystko i nic.
Odpowiedzi: 47
Odsłony: 2328

Re: Co dalej? LinuxCNC 2.7.14 Debian7 a kolejne wersie na Debian9 które nie działają z LPT

kamar pisze:
05 sty 2020, 15:25
Z klimą miała problemy od nowości bo to była wada fabryczna. I wiedzieli o tym. Każda szanująca się firma wymieniłaby to na gwarancji a oni chcieli 1500 zł.
Bo przecie chłodzi a że kiedy chce to nic, mozna sterować ręcznie. I tylko się nazywało klimatronik :)
Pojechałem do Webasto na serwis klimatyzacji. Bo fachowcy, super wyposażeni we wszystkie bajery. Mimo tych super automatycznych pomp, po naprawie klima przestała działać. Właśnie tak było, że chłodziła kiedy chciała, zazwyczaj nie. Wymieniłem czujnik ciśnienia, wszystko co mogłem sprawdziłem, nic nie pomogło. Po kilku miesiącach nagle zaczęła działać poprawnie. I tak było przez kolejne pół roku. Potem w ogóle przestała działać. Dowiedziałem się po fakcie - napchali tyle czynnika w instalację, że się od ciśnienia rozszczelniła chłodnica. Najpierw, dopóki było za dużo, czujnik ciśnienia wyłączał chłodzenie. Potem czynnik zaczął wyciekać i ciśnienie spadało, klima ożyła. A potem ciśnienie spadło poniżej normy i przestała działać.
Z klimą jest problem taki, że prawie od tego nie ma prawdziwych fachowców, bo pozornie prosta zasada działania systemu przerasta możliwości umysłu przeciętnego mechanika samochodowego. Do tego są to bardzo wrażliwe na zanieczyszczenia systemy. Wymagają sterylności pracy. Żadne brudne łapy, kurz, brud i lepiące się półki z ufajdanymi smarem śmieciami nie wchodzą w grę. Bez tego sprzęt długo nie pochodzi. Trzeba mieć naprawdę dobry sprzęt, pompy do bardzo przyzwoitej próżni. Trzeba stosować osuszacze, specjalizowane oleje. Nie wolno mieszać czynników. Wszystko trzeba przepłukiwać. Zadania dla mechanika pedanta. A dostęp do elementów klimatyzacji jest zły lub bardzo zły. W kabinie praktycznie często trzeba całą deskę zdemontować. Zaś większość klientów oczekuje, że naprawa klimy to tania operacja, tańsza niż czegokolwiek innego w aucie.
Mnie ostatnio już rok po gwarancji wymienili czy tez poprawili uszczelniacz wału kierownicy, co wcale nie było szybką naprawą bo dostęp kiepski. Nie było to niebezpieczne, tylko na zimnym samochodzie trochę na początku było słychać podczas drobnych ruchów kierownicą. Gratis, w ramach tego że do nich przyjeżdżam.

Senio, nie ma możliwości, żeby diesel się rozbiegał z niczego. Rozbieganie diesla polega na niekontrolowanym spalaniu oleju smarującego. Czyli ten olej musi docierać do komór spalania. Do jakiego stanu trzeba doprowadzić silnik, żeby zaczął zaciągać olej smarny??? W potrzebnych do rozbiegania ilościach?
autor: emsc
05 sty 2020, 15:14
Forum: Na luzie
Temat: Re: Wszystko i nic.
Odpowiedzi: 47
Odsłony: 2328

Re: Co dalej? LinuxCNC 2.7.14 Debian7 a kolejne wersie na Debian9 które nie działają z LPT

senio pisze:
05 sty 2020, 02:17
3 litry i 50 koni ?. Coś Ci się zdrowo pomyliło. Co najmniej dwójka z przodu :)
Nie pomyliło mi się. Warszawa miała silnik 2,6l a jaką moc?
Poza tym PSA 2.0 Hdi w szwagra Volvo V50 chyba 2007 rok wypluł tłoki z korbowodami bokiem po niecałych 150.000 km. Taka akcja była
Powinieneś uświadomić śwagra, że kiedy się kupi hobbystycznie rzęcha który ma przejechane 2x tyle ile licznik pokazuje, to się najpierw robi remont kapitalny.
żeby silnik się rozbiegał, to musi być już totalny szrot który pluje olejem. Albo turbina całkowicie zdezelowana z intercoolerem pełnym oleju.
Silniki HDI a szczególnie 2.0 są chyba najlepszymi dieslami jakie w ogóle występują w autach seryjnych. Jeśli się je serwisuje regularnie, wymienia olej co 15 tysięcy (tylko syntetyk), za każdym razem wymienia filtr paliwa, to z reguły nie dzieje się zupełnie nic!
Jeśli się nie wymienia oleju w turbodieslu, to z kolei dziać się może wszystko. Najpierw pada turbina, przedwcześnie padają wtryskiwacze. Żeby zarżnąć turbinę wystarczy 40 tysięcy, jeśli się oleju nie wymienia. I to nie wina silnika, tylko właściciela flejtucha. To nie diesel w starym jelczu tylko nowoczesna precyzyjna maszyna. Nie posmarujesz, nie pojedziesz. I nie można gazować dopóki się dobrze nie rozsmaruje i nie złapie temperatury. W Warszawie sporo taksówek jeździ na tym modelu i sobie chwalą. Jeśli się dba o motor, to wtryskiwacze wytrzymują pół miliona kilometrów.
Jakie dziady przychodzą do serwisów citroena sam nie raz widziałem. Wymieniają tylko tyle ile muszą, żeby silnik odpalał. A potem pretensje że się zepsuł. Citroeny są względnie tanie, więc się o nie nie dba. Taka jest prawda.
Kiedyś mieliśmy Xsarę Picasso z silnikiem 1,6, czyli mniej udanym od 2.0. Niestety efekty kooperacji z Fordem... Silnik ten miał tę przypadłość, że czasami tu i ówdzie się pocił i zaczynał sączyć. Słabe uszczelnienia. Ale poza tym to było miód auto. Świetnie się prowadził, mimo wysokiej budy. Zawieszenie rewelacja. Przez 150 tysięcy wymieniona została raz turbina i raz koło dwumasowe. Takie uroki jazdy w korkach. Oczywiście oprócz tego regularny serwis eksploatacyjny. Z klimą zaczęły być faktycznie problemy, ale samochód zaliczył poważny dzwon ze zniszczeniem kompresora i od tamtej pory coś było nie tak. Auto po poważnym wypadku już nigdy nie będzie jak bezwypadkowe. Poza naprawa powypadkową, wszystkie pozostałe naprawy były na zasadzie: coś się chyba dzieje, trzeba umówić się do serwisu. Nigdy ten samochód nie zawiódł. Jeździłem tym autem służbowo, jeździliśmy nim na wakacje za granice, po górach. I palił tyle co nic. Kiedyś jechałem obładowany w korku w sznurze tirów bez opcji wyprzedzenia, kilometrami równo 70 km/h i spalanie było coś koło 3l ze wskazaniem na mniej. Było to pod koniec posiadania tego samochodu.
autor: emsc
04 sty 2020, 22:56
Forum: Na luzie
Temat: Re: Wszystko i nic.
Odpowiedzi: 47
Odsłony: 2328

Re: Co dalej? LinuxCNC 2.7.14 Debian7 a kolejne wersie na Debian9 które nie działają z LPT

kamar pisze:
04 sty 2020, 08:21
Na trzy lata eksploatacji , trzy razy na lawecie z powodu niby drobiazgów, pompka paliwa w zbiorniku padła dwa dni po gwarancji. Żadnych samochodów na " f " ! !
A napiszesz jaki samochód i jaki silnik w nim? Bo ja mam z samochodami na f doświadczenia zgoła odwrotne. A od 30 lat zawsze przynajmniej jeden z samochodów w domu to francuz. Na lawecie ani na holu nigdy nie był żaden, nie licząc ofiar wypadków :) I nigdy żadna podróż nie skończyła się w serwisie, zawsze kierowca dojeżdżał do celu.
autor: emsc
04 sty 2020, 02:33
Forum: Na luzie
Temat: Re: Wszystko i nic.
Odpowiedzi: 47
Odsłony: 2328

Re: Wszystko i nic.

Dlatego wyjechałem Francuzami, że, jak się okazuje, jak ktoś potrafi to i normy spełni i silnik dobry. Nie sztuka zrobić trwałego grzmota, na który poszło 2x więcej materiałów i pali 1,5 raza więcej. Jeszcze starsze i jeszcze mniej wysilone silniki są także niezwykle trwałe. I co z tego? Po co komu teraz 50 koni z 3 litrów pojemności skokowej.
Niemiecka motoryzacja jedzie na legendzie oraz powiązanym z nią snobizmie zamożniejszych Amerykanów oraz Chińczyków. Bo niemieckie koncerny po prostu technologicznie nie są w stanie dotrzymać kroku czołówce. Mają pretensje do bycia na czele, ale są to pretensje niczym nie poparte. Coraz wyraźniej odstają.
W ogóle niemiecki przemysł od lat łapie technologiczną zadyszkę. Nawet w mechanice w której to innowacyjność jest śmieszna, w porównaniu z elektroniką na przykład.
autor: emsc
04 sty 2020, 00:57
Forum: Na luzie
Temat: Re: Wszystko i nic.
Odpowiedzi: 47
Odsłony: 2328

Re: Co dalej? LinuxCNC 2.7.14 Debian7 a kolejne wersie na Debian9 które nie działają z LPT

senio pisze:
03 sty 2020, 18:13
Silnik Diesla skonstruowany przez inżynierów BMW przez kilka kolejnych lat zdobywał wszystkie możliwe nagrody. W momencie gdy go zatłukli normami euro i księgowi swoje łapy do niego włożyli bo był za dobry, zrobił się przeciętny, a obecnie odważył bym się napisać nawet słaby jak wszystkie inne obecnie./../
Poczytaj o silnikach w starszych mercedesach i VW. Silnikach robionych dla ludzi, a nie jak teraz dla takich jak Ty na 3-4 lata i nowe. Ruda to też odległa historia. jeśli te marki nie są klepane u Mietka w szopie, to śladu korozji na nich nie ma od 15 lat gdzieś. A emisja ?. Noc cóż. Włóż sobie korek w tyłek i napij się rycyny. Opisz jakie wrażenia.
Bardzo ciekawe co piszesz, bo nowoczesne diesle PSA OBECNIE PRODUKOWANE i spełniają normy emisji i są znakomite jeśli chodzi o niezawodność i mają kopa. W każdym razie kilka razy lepsze od niemieckich. Jakoś nic się nie rozciąga i nie pęka, oleju nie bierze, nagar się nie odkłada, wtryski nie padają, zawory EGR się nie sypią. Cud?
Benzyniaki to samo. JEDYNY nieudany silnik benzynowy w samochodach PSA ostatnich lat to ten, który powstał w... kooperacji z BMW. :lol: :lol: :lol: Nawet ten malutki benzyniak trzycylindrowy downsized z turbiną (1.2L 130KM) - do 100 tysięcy nawet nie jęknie. Dla Niemców to jest coś, o czym mogą tylko pomarzyć. We śnie. :lol:
Mój kolega przejechał Avensisem Verso równo 400 tysięcy bez usterki mechanicznej. Ani jednej! Tylko normalna obsługa zgodna z planem serwisowym. Sprzedał ten samochód a po miesiącu facet oddzwonił do niego dziękując, że taki dobry samochód mu sprzedał, bez ukrytych wad.
Niemieckie samochody skończyły się lata temu. LATA temu. Obecnie jest to już tylko obsypany tynk z legendy. I banda głupców którzy na podstawie tej legendy dokonują dziś decyzji o zakupie.

Wróć do „Re: Wszystko i nic.”