Spora część ludzi którzy dzisiaj są dalecy od wiary katolickiej tak naprawdę wywodzi się z rodzin wierzących.
Przyjęli chrzest, Pierwszą komunię, bierzmowanie...
Niektórzy pewnie ślub kościelny.
Ale wiara katolicka jest niewygodna. A tu zakazuje czegoś, a tu nakazuje czegoś.
A tu nie pozwala mieszkać razem przed ślubem a tu by się chciało.
A tu każe w niedzielę we mszy uczestniczyć a to się przecież wstać nie chce, a to lepiej do galerii czy parku pojechać.
A to wolno, tego nie wolno.
A to trzeba itd.
A ludzie są wygodni, nie lubią nakazów, nie lubią zakazów.
Więc kto nie miał mocnej zakorzenionej wiary bardzo łatwo się jej wyzbywa na rzecz łatwiejszego wygodniejszego życia.
Wtedy szuka sobie wymówiek i usprawiedliwienia dlaczego. Usprawiedliwia samego siebie przed sobą, bo jednak jakieś wyrzuty sumienia ma.
Obraża wierzących od niemodnych, zacofanych... No kto by chciał być identyfikowany jako ciemnota?
Tłumaczy sobie, że nie pójdzie do kościoła bo ksiądz to czy tamto. A do kościoła nie idzie się przecież do księdza ani dla księdza.
Wiara to pewnego rodzaju umiejętność i dar. Nie każdy ją posiada.
Jeden posiada takie zdolności i umiejętności, inny posiada inne.
Jednym wiara pomaga i jest niezbędna do funkcjonowania, innym przeszkadza w łatwej drodze przez życie.
Ale czy na pewno powinno chodzić o to, żeby było łatwo?
Ja nigdy nie czułem misji nawracania, więc z regułkami i fragmentami pisma wyskakiwał nie będę
