Kody G33 i G76 są modalne, czyli działają do odwołania innymi kodami. Indeks jest czytany tylko raz, a potem impulsy z enkodera są przeliczane na prędkość i pozycję. Enkoder o dużej rozdzielczości daje tylko tyle, że jakiekolwiek zmiany prędkości obrotowej wrzeciona są wykrywane szybciej, więc łatwiej za nimi nadążać (szczególnie ważne przy G33.1).
Przy zwykłym gwintowaniu G33/G76 przejścia powinny trafiać w poprzednie, ale można napisać bardziej skomplikowany program (kiedyś robiłem próby z "radełkowaniem" nożem, czyli wiele kodów G33 w obu kierunkach i z różnymi parametrami bezpośrednio po sobie) i synchronizacja potrafi się rozjechać.
Natomiast zdarzało mi się poprawiać nacięty wcześniej gwint bez wyjmowania przedmiotu z uchwytu.
Ostatnio miałem do przegwintowania kilka śrub M8 na M6 (łeb śruby musiał być jak w M8, ale gwint M6).
Po nacięciu pierwszej sprawdziłem nakrętką i gwint był za ciasny, więc dałem poprawkę w X (G0/G1 czyli rozsynchronizowanie wrzeciona) i puściłem G76 jeszcze raz.
Efekt był taki, że wszystkie następne sztuki były idealne, ale ta pierwsza zbyt luźna. Po prostu drugi G33/G76 nigdy nie trafia w poprzedni, różnica jest tylko taka, że czasem mieści się to w tolerancji, a czasem nie...
Nie za bardzo.
Czym częściej wywołujesz servo-thread (a to operacje float, czyli wykonywane stosunkowo długo), tym większy procent czasu procesora na to poświęcasz, więc tym mniej pozostaje na inne rzeczy (na przykład obsługę GUI).
Trochę przyspieszyć (dwa trzy razy) może się udać, ale naprawdę łatwo przesadzić.




