Nie musisz. To się u Ciebie rozumie domyślnie. Np. jak ja napisałem o prawie precedensowym, to od razu uznałeś że je popieram (a wraz z nim że popieram UE).
Zbierasz teraz żniwo własnych standardów.

Nie musisz. To się u Ciebie rozumie domyślnie. Np. jak ja napisałem o prawie precedensowym, to od razu uznałeś że je popieram (a wraz z nim że popieram UE).


Taki się świat zrobił - dawniej respekt był w imię zasad, wpojony przez rodziców w ramach wychowania - nawet do kogoś kto na ten respekt i szacunek nie zasługiwał.

Moje nie.drzasiek90 pisze: ↑28 paź 2026, 12:38Kiedyś dzieci miały respekt i szacunek do nauczycieli wpojony od małego przez rodziców.
Masz absolutną rację.drzasiek90 pisze: ↑28 paź 2026, 12:38Taki się świat zrobił - dawniej respekt był w imię zasad, wpojony przez rodziców w ramach wychowania - nawet do kogoś kto na ten respekt i szacunek nie zasługiwał.
Teraz na respekt i szacunek trzeba sobie mocno zapracować - nie należy się "z urządu", bo ktoś jest starszy i pracuje tu dłużej.
Bo to różnie bywa, może się zdażyć, że ten młodszy więcej wie i potrafi jak ten starszy - tyle, że w tym konkretnym zakładzie ten starszy zna procedury, zna myczki, triki i zasady a młody dopiero musi się ich nauczyć.
Szacunek powinien być wzajemny od samego początku i relacje na zasadzie wzajemnego poszanowania i współpracy.
A jeśli trafi się ktoś faktycznie "oporny" i bez wiedzy to co mu zrobisz - długo się i tak nie utrzyma.
Popatrz co się dzieje w szkole.
Kiedyś dzieci miały respekt i szacunek do nauczycieli wpojony od małego przez rodziców.
Teraz dzieci nie szanują nauczycieli bo i rodzice ich nie szanują. I nie nauczyli szacunku swoich dzieci.
Od małego dzieci się uczy, że nie wolno ich stresować, denerwować.
Bezstresowe wychowanie przynosi efekty nie tylko w szkole ale i już w pracy...

Ale konieczność zapracowywania na autorytet i szacunek to nic złego. To była zmiana na lepsze.
Podałeś przykład skrajności, i wszystkie przypadki wrzucasz do tego worka.
Pamiętam, atom, pamiętam doskonale.atom1477 pisze: ↑29 paź 2026, 17:49Ale konieczność zapracowywania na autorytet i szacunek to nic złego. To była zmiana na lepsze.
Tylko trzeba odróżnić początkowy szacunek, od szacunku bezwarunkowego na zawsze.
Bo dawna konieczność całkowicie bezwarunkowego szanowania starszych (czy tych wyżej w hierarchii zawodowej) to był absurd i aberracja. I dobrze że się skończyło.
Szacunek powinien być tylko początkowy, gdy jeszcze kogoś dobrze nie znamy. Żeby nie zaczynać od pogardzania.
Ale w miarę poznawania, nic się nie stanie jak zweryfikujemy swoje podejście i osobie niezasługującej na szacunek po porostu ten szacunek przestaniemy okazywać.
Podałeś przykład skrajności, i wszystkie przypadki wrzucasz do tego worka.
A w rzeczywistości występują też mniej skrajne zachowania.
Są też po prostu tacy którzy chcą się uczyć na własnych błędach, a "stary" nie pozwala bo chce aby "młody" wszystko robił jego metodami które uznaje za jedyne słuszne (mimo że tam też są sztuczki i pewnie też trochę rzeczy niezgodnych z BHP).
W przypadku BHP można zrozumieć niechęć.
Ale utrudnianie stosowanie sztuczek i nietypowych rozwiązań (niekolidujących z BHP) jest już czymś negatywnym.
Ty widzisz tylko ryzyko wyprodukowania braku, ale tam jest coś więcej: pozbawienie młodego uczenia się na własnych błędach i brania odpowiedzialności za swoje wybory.
Nie pamiętasz że w czasach jak Ty byłeś młody to tak właśnie było? Pamiętasz tylko że starci wtedy mieli więcej do powiedzenia, ale nie pamiętasz że normy BHP czy dostęp do sprzętu były mniejsze? I przez to więcej się kombinowało i pozwalało na to też młodym?
Dzisiejsi młodzi nie dostali tylko bezstresowego wychowania. Dostali też większą kontrolę, więcej procedur bezpieczeństwa i więcej inwigilacji.

W pierwszym poście tego tematu opisałeś co innego:WZÓR pisze: ↑29 paź 2026, 18:22Gdy jako młody podjąłem ryzyko, poszedłem własną drogą i zmaściłem detal albo rozbiłem maszynę, to nie leciałem do kierownika ze skargą, że „stary mi źle podpowiedział” albo że „w procedurze tego nie było”. Brałem to na klatę, zostawałem po godzinach i naprawiałem swój błąd.
To inny przypadek niż ten z pierwszego posta.
Z tym się zgodzę. Ale weź pod uwagę że główną winę ponosi szefostwo. Kto im kazał zatrudniać ludzi oderwanych od pizzy?
Uderzasz w stół, atom, i masz do tego pełne prawo, bo z boku faktycznie mogło to wyglądać na emocjonalny groch z kapustą. Kto wie, może i te emocje po ciężkiej zmianie na hali trochę ze mnie wylazły. Ale pozwól, że te dwa sznurki, które według Ciebie się rozjeżdżają, zwiążę w jeden spójny supeł. Bo ta „skarga na opieprz” i „szukanie winnych w procedurach” to są po prostu dwie strony tej samej monety.atom1477 pisze: ↑29 paź 2026, 19:02W pierwszym poście tego tematu opisałeś co innego:WZÓR pisze: ↑29 paź 2026, 18:22Gdy jako młody podjąłem ryzyko, poszedłem własną drogą i zmaściłem detal albo rozbiłem maszynę, to nie leciałem do kierownika ze skargą, że „stary mi źle podpowiedział” albo że „w procedurze tego nie było”. Brałem to na klatę, zostawałem po godzinach i naprawiałem swój błąd.
Że młody leci na skargę z powodu opieprzu ze strony starszego, a nie z powodu tego że coś zrobił po swojemu i mu nie wyszło.
To zupełnie inna sytuacja.
To inny przypadek niż ten z pierwszego posta.
Coraz bardziej się potwierdza że pisałeś wtedy chaotycznie, bo pod wpływem emocji.
No chyba że ta "defensywność ego" wtedy polegała na tamtym, a dzisiaj na tym
Z tym się zgodzę. Ale weź pod uwagę że główną winę ponosi szefostwo. Kto im kazał zatrudniać ludzi oderwanych od pizzy?
Naprawdę nie trzeba dużo żeby osoba zupełnie nieobeznana w CNC w końcu nie wytrzymała jak jest bez końca (choć słusznie) pouczana przez starszych. Ty w pizzeri też byś pewnie nie wytrzymał.