Chodzi o to, że sam drut ma jakąś średnicę. Grubość tego detalu jest dość znaczna - 50 mm. Na drutówce drut porusza się w strumieniu najczęściej wody destylowanej, która między innymi chłodzi drut (na sucho drut się od razu zerwie). Jeśli są normalne warunki pracy i ta woda normalnie może sobie wokół druta płynąć, to cały czas powierzchnia jest ładna i wymiary są ok. Problem w takim maleńkim (porównywalnym ze średnicą drutu) otworku, jeszcze na dodatek takim długim. Zasadą elektroerozji jest odparowywanie materiału (metalu, choć i elektrody - drutu też). W momencie, w którym tworzy się łuk pomiędzy drutem i detalem powstaje też i maleńki bąbel odparowanej wody i metalu. I ten bąbelek w normalnych warunkach (średnice ciut większe, bądź cięcie w całym materiale - jest miejsce za drutem) właśnie przeszkadza - stąd biorą się problemy w wycinaniu takich delikatnych kształtów. Prądu nie zmniejszysz, bo zacznie zwierać (blacha bardzo gruba), a wody w otworku jest ciut za mało, żeby na większych parametrach robić.Piotrjub pisze:co kolega ma na myśli bo za bardzo nie rozumiemjasiu... pisze:ale Dzikus na drutówce nie rozwiążesz problemu płukania - będzie zwierać i przypalać.
I nie wiem czemu, pół biedy, jak drut idzie w normalnym, ciągłym materiale. Jakoś wówczas nie ma problemów, które zaczynają się właśnie w takich zakamarkach (otwór fi 1.2) jeśli następuje gładzenie jedną stroną drutu, a nie cięcie. Drut się czasem zrywa, a powierzchnia otworu pod mikroskopem jest poszarpana. Tak jakby w jednym miejscu drut przypalił więcej i więcej odparowało, a w drugim mniej. Może to i struktura materiału, ale ja stawiałbym na chłodzenie - nie dochodzi, albo nierówno poprzez właśnie bąbelki pochodzące od łuku dochodzi woda i warunki odparowywania są różne w różnych miejscach. To tylko moje obserwacje, ale jak taki objaw poszarpanej powierzchni wytłumaczyć? Aha poszarpanej, to może złe słowo, tak to wygląda pod mikroskopem właśnie.




