Szane są wyrównane. Hiszpanowi łatwiej uprawiać np. pomidory, czy ogórki, Polakowi łatwiej uprawiać np. kapustę, którą hiszpańskie słońce by spaliło, czy żyto, a nawet pieczarki. Jeśli ktoś chce robić to, na co ma ochotę, to musi robić to na własną odpowiedzialność. Nie można oczekiwać, żeby konsument dopłacał do nieopłacalnych pomysłów.
To czemu Polak nie chce tych ogórków wybrać? Ja mam prywatną zasadę, że nie kupuję niczego z Holandii. Jeśli widzę kilka rodzajów pomidorów, to sprawdzam, które są spoza Holandii, jeśli nie ma takich, to kupuję w innym sklepie, gdzie są włoskie, albo hiszpańskie. Polak mógłby przecież polskie kupić, to czemu nie chce, czemu na importowane się rzuca? Tutaj jest rozwiązanie!
Tak, i nie wyrównuje szans na przykład w dostępie do kobiet, przez co niektórym sperma po kręgosłupie się wspina i mózg zalewa. A to tylko kolejny przykład "nie wyrównywania szans". Takich jest mnóstwo.
I całe szczęście!
Sprzedawca powinien wiedzieć, skąd produkt pochodzi. A że przy bardzo długim łańcuchu pośredników czasem skrzynki się mylą... Bo chyba nieuczciwości sprzedawcy nie zarzucasz.





