Ja, mając podobny wiek, miałem miesięcznie przepracowane 250-350 godzin. Zależało od zapotrzebowania. I znajoma lekarka powiedziała mi, że albo coś z tym zrobię, albo muszę znaleźć dla żony kogoś, kto pomoże jej w organizacji mojego pogrzebu i jeszcze, żebym się spieszył. I to był w zasadzie jedyny powód szukania pracy za większe pieniądze, równocześnie z mniejszym obciążeniem godzinowym. Bozi dziękując, się udało. Za tamte czasy tyle dobrego, że polska część emerytury będzie naprawdę pokaźna.
Coś się stało z tematem "dokąd idzie...". Czyżby razem z kuponami zniknął?
A co do kolana, na początek duża ilość żelatyny w pożywieniu. Tyle, że żelatyny, a nie agaru, który jest w tych twardych "galaretach". Też miałem, po zastrzykach (tu mam za darmo) i rehabilitacji przeszło. Nie trzeba było rzepki skrobać.
Co pomaga, to rozciąganie stawu. Połóż się na brzuchu, ugnij nogę w kolanie, tak żeby tworzyła kąt prosty z ciałem. Poproś żonę, żeby złapała cię tuż powyżej kolana i ciągła. Jak pociągnie, to musi z pół minuty potrzymać. Zwolnić i poczekać z pół minuty i tak kilka razy powtórzyć. W czasie, kiedy ona rozciąga staw, na miejsce na rzepkę nacieka wyciśnięta maź stawowa, taki smar do stawu. Zepsuć nic nie zepsuje takim działaniem, a jak załapie o co chodzi, może ci sporo pomóc. No i zdrowia!






