Pamietam czasy kiedy tak sie podawalo dojazd.WZÓR pisze: ↑12 sie 2026, 21:09„Czwarty dom po lewej, wiocha przed wiśnią, zjazd na Trzebnicę”
To nie są współrzędne GPS, to stan umysłu!
Wizyta u kuzynki żony zapowiada się jak misja poszukiwawczo-ratunkowa, ale bez mapy i kompasu. Lokalne, „drzewno-krzaczaste” punkty orientacyjne to absolutny klasyk polskiej prowincji.
Postanowiłem z żoną odwiedzić Jej kuzynkę ( dawno się nie widziały).
Pytam kulturalnie o adres, kod pocztowy, może jakąś pinezkę na mapie... a w odpowiedzi dostaję SMS-a o treści j/w.
I weź tu człowieku traf!
Już widzę oczami wyobraźni, jak stoję na poboczu, liczę domy, a lokalny rolnik pyta mnie, czy szukam tej wiśni kwaśnej, czy tej słodkiej, bo ta słodka to u sąsiada trzy wiochy dalej ścięta dwa lata temu...
Masterchef i nawigacja satelitarna w jednym.
Skończy się pewnie tak, że odpalę klasyczne: „Zadzwoń do niej, niech wyjdzie przed bramę i macha”.
Dla kontrastu – sam mieszkam w Oławie na ul. Zwierzyniec Duży.
Jak ktoś mnie zapyta o dojazd, to zamiast GPS-a podam Mu instrukcję rodem z filmu fantasy:
„Wjedź do Oławy, kieruj się na zapach świeżego powietrza. Gdy miniesz ostatniego komara wielkości jastrzębia, skręć w prawo w gęstwinę. Jeśli zaatakuje Cię stado dzików, to znak, że jesteś na miejscu. Szukaj chaty, przed którą stoi facet z maczetą do koszenia trawy – to ja na moim Wielkim Zwierzyńcu!”
A jak to wygląda u Was?
Dostaliście kiedyś instrukcję dojazdu, przy której algorytmy Google Maps popełniłyby cyfrowe samobójstwo?
Podajecie znajomym normalne adresy, czy raczej: „za tym niebieskim panteonem u Mieczysława skręć w szutrówkę”?
Mariusz.
Lata 80, zeby trafic to wlasnie taki opis sie dostawalo.




