...Jeszcze w latach 80. wejście młodocianego pracownika na halę wiązało się z koniecznością zachowania potrójnej ostrożności – zarówno w działaniu, jak i w sposobie komunikacji ze starszą kadrą.
Odczuwało się autentyczny respekt przed wiekiem, a przede wszystkim przed wiedzą techniczną.
Ewentualna reprymenda ze strony doświadczonego operatora była przyjmowana z pokorą jako twarda, ale skuteczna szkoła rzemiosła...
Zwróćcie uwagę, że z szacunku do instruktora i etosu zawodu nawet uczeń był pod krawatem...1917 r. „C.W. Hecox, instruktor warsztatów mechanicznych w szkołach publicznych Dystryktu Kolumbii (D.C.). Nadzoruje produkcję pocisków ćwiczebnych dla Marynarki Wojennej w szkole zawodowej McKinley”. Negatyw szklany z kolekcji Harris & Ewing, Biblioteka Kongresu.
To zresztą nie jedyny przykład..

(Maciej Aleksy Dawidowski podczas zajęć w Szkole Wawelberga i Rotwanda)
Może także po części szacunek dla majstra i chęć nauczenia się umiejętności wynikały z tego, że za naukę adept często musiał ZAPŁACIĆ !





